Psie pogryzienia – mity i fakty na podstawie Janis Bradley

Na podstawie książki ‚Psy gryzą, ale balony i kapcie są bardziej niebezpieczne’ Janis Bradley

Pogryzienia ludzi przez psy stały się w ostatnich 2 dziesięcioleciach tematem bardzo medialnym, z nagłówek brukowców i czasami poważniejszych czasopism, gazet ‘straszą’ wyszczerzone zęby takiej czy innej ‘niebezpiecznej’ rasy. Politycy nawołują do położenia kresu tym krwiożerczym bestiom, a miejscy radni, mając na celu jedynie wzrost swoich notowań politycznych, fundują posiadaczom psów prawa nakazujące prowadzanie psów na smyczy i w kagańcu, obniżając psi indeks życia, nie pozwalając na spełnianie podstawowych potrzeb, w rezultacie pogłębiając psią frustrację i co za tym idzie, agresję, a z właścicieli psów robią przestępców. Czy rzeczywiście pogryzienia ludzi przez psy są tak poważnym problemem i czy rzeczywiście trzeba oddzielić te ‘bestie’ od naszego, ludzkiego świata? Książka Janis Bradley jest pozycją, która w zwięźle, merytorycznie, w oparciu o naukowe fakty mierzy się z tą medialną histerią. Chciałbym, aby została ona kiedyś przetłumaczona na język polski, jednakże nawet jeśli się tak stanie, zdaję sobie sprawę, że większość osób, które powinny być zainteresowane tą tematyką, nie przeczyta jej, stąd ten nieco długi artykuł.

Janis Bradley mieszka w Oakland w Kalifornii wraz z Rubym – dobermanem, który potrafi stukać zębami oraz z Henrym – greyhoundem. Przez 2 dekady pracowała jako nauczyciel i zarządca akademicki. Od 2000 roku pracuje jako instruktor w Akademii SFSPCA szkolącej osoby pracujące zawodowo z psami.

Książka „Psy gryzą, ale balony i kapcie są bardziej niebezpieczne” powstała z inspiracji i pod wpływem Jean Donaldson, której autorka złożyła podziękowania. Do jej powstania przyczynili się również Donald Robinson, San Francisco SPCA, Ed Sayres i Daniel Crane.

Obraz ogólny

Psy są niebezpieczne, są bardziej niebezpieczne w stosunku do dzieci, niż do dorosłych. To fakt.

Jednakże: nie są tak niebezpieczne, jak:

  • schody prowadzące na werandę,
  • kuchenne narzędzia i przybory,
  • 5-cio galonowe (5 galonów = około 22 litry) wiadra na wodę,
  • wózki dziecięce,
  • kuchenki,
  • kable do lamp,
  • rogi stoliczków do kawy,
  • choinki czy
  • balony lub kapcie.

Nie są nawet w przybliżeniu tak niebezpieczne jak wyposażenie placów zabaw, deskorolki, rowery, place do gry w baseball, piłkę nożną czy baseny pływackie. Nie mogą również w żaden sposób współzawodniczyć z niebezpieczeństwem, które dla dzieci stanowią ich właśni ojcowie, matki, siostry bracia, ciotki, wujowie, przyjaciele, czy wreszcie broń palna lub samochody.

Jednakże psy mają duże, ostro zakończone zęby, których potrafią używać szybciej, niż ludzie zmysłu wzroku. Zęby te wywierają nacisk stu kilkudziesięciu kilogramów na centymetr kwadratowy i stworzone są do dziurawienia oraz rozdzierania. Prawdą jest, iż psy czasami używają siły swoich szczęk na ludzkim ciele.

Stany i lokalne samorządy forsują prawa ‘o niebezpiecznych psach’, sądowi powodowie są nagradzani gigantycznymi odszkodowaniami za wypadki / zranienia związane z psami, firmy ubezpieczeniowe odmawiają właścicielom domu pokrycia ewentualnych szkód wyrządzonych przez psy, właściciele wynajmujące domy odmawiają wynajmu osobom posiadającym psy – wszystko to towarzyszy masowemu zabijaniu psów (stan prawny w USA). Czy te wszystkie rozwiązania mają jakikolwiek sens?

Jaki jest stan faktyczny?

Psy prawie nigdy nie zabijają ludzi. Dziecko jest bardziej narażone na niebezpieczeństwo śmierci w wyniku połknięcia balonu czy upadku z huśtawki, niż na niebezpieczeństwo bycia pogryzionym przez psa. Podawana przez media sięgająca rozmiarów epidemii liczba pogryzień jest absurdalnie rozdmuchana przez zastosowanie niewłaściwych, miernych narzędzi pomiaru tychże. Oraz poprzez wliczanie do nich pogryzień, które nimi nie są (nie czynią krzywdy nikomu). Psy, jeśli gryzą ludzi, zdecydowana większość tych pogryzień kończy się na użyciu domowej apteczki.

 

Pogryzienia śmiertelne

Pogryzienia śmiertelne zdarzają się bardzo, bardzo, bardzo rzadko. Szansa bycia zabitym przez psa jest jak 1 do 18 milionów. To znaczy, że ma się większe szanse wygrania głównej nagrody w lotto (na pojedynczym kuponie), niż bycia zagryzionym przez psa. To znaczy, że ma się 5 razy większe szanse zginąć z powodu trafienia piorunem, niż bycia zagryzionym przez psa (nie bycia trafionym przez piorun, ale poniesienia śmierci w wyniku tegoż zdarzenia) (patrz rys. 1).

Rysunek 1: Bardzo rzadkie przyczyny śmierci

Zmiennych we wzajemnej interakcji człowiekpies jest bardzo dużo. Na zagryzienie śmiertelne składa się ciąg następujących po sobie wydarzeń, coś jak perfekcyjny sztorm. Dlatego zdarza się ich bardzo, bardzo niewiele, tak mało, że nie jest zbyt przydatne szukanie jakiegoś wzoru wśród nich.

Jedyny wzór jaki, można odnaleźć w tych statystykach, to fakt, iż więcej dzieci i starszych ludzi ginie z powodu pogryzień, niż osób w średnim wieku (dla tej ostatniej grupy śmiertelne pogryzienia dotyczą zazwyczaj ataku grupy psów). Psy zagryzają więcej dzieci niż osób dorosłych, jednakże częstotliwość tych wypadków jest daleko mniejsza, niż nawet tak ‘egzotycznych’ przyczyn śmierci, jak wiadra na wodę, balony czy huśtawki (patrz rys. 2).

Rysunek 2: Rzadkie przyczyny śmierci wśród dzieci

Dlaczego te 2 grupy są bardziej narażone na te ryzyko? Obydwie grupy wiekowe są narażone bardziej od innych na wszelkiego rodzaju ‘nieszczęścia’ w ogóle: małe dzieci są słabsze, bardziej kruche, reagują wolniej i mniej efektywnie, i są mniejsze. Osoby starsze mają swoje własne schorzenia, stare kości ulegają łatwiej wszelkiego rodzaju urazom, do tego upadek takiej osoby jest często powiązany z poważnymi urazami zdrowotnymi.

Liczba zgonów spowodowanych przez psy rocznie jest dużo niższa od jakichkolwiek innych czynników (patrz rys. 3).

Rysunek 3: Przypadkowe śmierci

Liczba zgonów spowodowanych przez psy pozostała bardzo stabilna przez dekady, pomimo olbrzymich zmian w praktycznie każdej dziedzinie życia w relacjach człowiekpies. Wzrosła liczba ludności w kraju (USA), wzrosła więc liczba wzajemnych interakcji człowiek -pies, wzrosła liczba psów, zmienił się sposób trzymania psów: od zamknięcia na swoich podwórkach do trzymania psów w domu, większego otwarcia na świat zewnętrzny, powodującego wzrost kontaktów ludzi z psami, jak również psów z innymi psami. Przy takich zmianach należałoby spodziewać się również wzrostu liczby zgonów spowodowanych przez psy, jednakże takie zjawisko nie nastąpiło.

(szerszą analizę śmiertelnych pogryzień można znaleźć w moim artykule ‘Ten zły, czyli rozprawa o złych rasach’ na podstawie książki Karen Delise „Fatal dog attacks. The stories behind the statistics” ).

 

Jak 6 przekształciło się w pół miliona. Czy liczba pogryzień jest rzeczywiście tak olbrzymia?

NCIPC (National Center for Injury Prevention and Control) przeprowadziło 2 badania dotyczące liczby pogryzień w USA, pierwsze w 1986 roku, drugie w 1994. Analizy z drugiego badania są cytowane wszędzie (ustawodawcy, firmy ubezpieczeniowe, prawnicy, organizacje społeczne, etc.), przedstawiają one rzekomy 36 procentowy wzrost liczby pogryzień wymagających leczenia medycznego z 1994 roku w stosunku do 1986 roku. Jednakże porównywanie tych 2 liczb jest poważnym merytorycznym błędem, zahaczającym o absurd.

W 1986 roku członkowie 23 838 rodzin zostali poproszeni o wymienienie zranień, które spowodowały ‘ograniczenie aktywności’ lub wymagały leczenia medycznego któregokolwiek członka rodziny podczas dwutygodniowego okresu poprzedzającego datą badania (badacze pytali również o zranienia w okresie 12 miesięcy przed datą badania, ale uznali dokładność działania ludzkiej pamięci w okresie większym niż 2 tygodnie za zbyt niewiarygodną i wykluczyli te dane z analizy). Badanie obejmowało łącznie 62 052 ludzi. Pomiędzy upadkami, kraksami samochodowymi, wypadkami na rowerze i ugryzieniami pająków ankietowani wymienili 6 ugryzień. Te 6 ugryzień zostało ekstrapolowanych do łącznej liczby 585 tysięcy ugryzień na rok.

Jeśli przeprowadza się ekstrapolację czegoś, do czego zliczenia nie potrzebuje się więcej niż palców u rąk i osiąga się wyniki liczone w setkach tysięcy popełnia się poważny błąd merytoryczny, w zasadzie takie działanie jest niedorzeczne. Margines błędu jest zbyt duży.

W 1994 roku badacze wykorzystali jeszcze mniejszą grupę do badań – 5 328 osób. Zadano pytania o ugryzienia na przestrzeni całego roku (który to okres czasu poprzednie badania uznało za niemiarodajny), z każdego domu liczono w badaniu tylko jednego dorosłego i jedno dziecko (z ogólnej liczby 8 869 osób), zdefiniowano też w inny sposób pojęcie ‘zranienia’. Pytania dotyczyły tylko pogryzień, nie pokrywając szerszego aspektu przyczyn zranień. W wyniku badania uzyskano 38 ugryzień. Autorzy ekstrapolowali tę liczbę do 756 701 ugryzień na rok, po czym stworzyli artykuł ‘Psie ugryzienia: Jak duży stanowią problem?’ Przynajmniej dodali znak zapytania.

Stwierdzenie o 36 procentowym wzroście liczby pogryzień zaistniało tylko w tej jednej pracy, jednakże w innym badaniu dotyczącym śmiertelnych pogryzień (z tym samym autorem prowadzącym) zacytowano tę konkluzję. W momencie kiedy autorzy zaczęli cytować sami siebie, liczba pogryzień wzrosła do 800 tysięcy i zawierała również estymowane pogryzienia w grupie 15-17-latków, których nawet nie uwzględniono w pomiarach.

I tak autorzy z 5 328 wywiadów, obejmujących 8 869 osób, z których wynikała liczba 186 pogryzień rocznie estymowali 4 494 083 pogryzienia rocznie. Liczba ta również zawierała estymowane pogryzienia w grupie 15-17 –latków, której to grupy nie uwzględniono w pomiarach.

Ta liczba 4,7 milionów pogryzień rocznie została natychmiast podchwycona przez media, kompanie ubezpieczeniowe, prawników zajmujących się uszczerbkami na zdrowiu osobistym, organizacje społeczne zajmujące się zdrowiem obywateli i dzieci.

Abstrahując od metodologii, którą przyjęli badacze, najbardziej interesującym faktem, jest to, iż badali oni wszystkie pogryzienia, również te które nie zakończyły się odniesieniem żadnej najmniejszej nawet rany (osoby uczestniczące w tych zdarzeniach wyszły z nich bez szwanku). Aby lepiej zobrazować problem, proszę sobie wyobrazić, iż próbuje się zliczyć wszystkie ‘wypadki’ z nożem kuchennym, również te kiedy nóż spada na stopę i nic się nie dzieje, wszystkie ‘przypadki’ interakcji z rowerem, również takie kiedy osoba z rowerem wpada na przechodnia i nic się nie dzieje, wszystkie przypadki spotkania z pszczołą, również takie, kiedy nie zostaje się ugryzionym, a pszczoła tylko lata dookoła. Próba zapamiętania wszystkich tych zdarzeń w nawet krótkim okresie czasu jest zadaniem beznadziejnie trudnym.

Jeśli na chwilę porzucimy rozważania o poprawności dokonanych przez badaczy wyliczeń, możemy spojrzeć na problem z innej strony: 4,7 miliona pogryzień co roku. W USA mieszka 290 milionów ludzi. Można więc przyjąć że każdy człowiek w wieku do lat 60-ciu został przynajmniej razy w życiu pogryziony przez psa. Albo jeśli nie został pogryziony, to jakiś inny biedak musiał ‘przejąć’ jego pogryzienia. W takim razie dlaczego w ogóle ludzie chcą posiadać psy? Ludzie posiadają je, ponieważ są miłymi kompanami i rzadko krzywdzą ludzi. Natomiast obecnie nawet niegroźne zdarzenia związane z ‘zębnymi’ zdarzeniami są przez media i profesjonalne pisma wyolbrzymiane i rozdmuchiwane. Tymczasem psy rzadko gryzą, 80-90% zdarzeń z psami związanych z zębami kończy się bez żadnego uszczerbku, a jeśli dochodzi do pogryzień to są one w większości niegroźne.

Popioły i mity, popioły i mity. Jak jest naprawdę?

Można bezpiecznie użyć sformułowani: ugryzienia przez psy zdarzają się relatywnie często. Tego rodzaju zdarzenia wpisują się w grupę zdarzeń, takich jak zdarcie skóry z kolan, wybite palce, upadki, choć nie zdarzają tak często, jak którekolwiek z tychże. ‘Nie tak często’ określone jest na podstawie standardów, używanych do oceny ryzyka. W USA żyje około 60 – 64 milionów psów (jeden na około 4-5 mieszkańców), większość z tych psów ma kontakt z różnymi ludźmi każdego dnia, co daje lekko licząc dziesiątki miliardów godzin wzajemnej interakcji każdego roku.

Jakakolwiek interakcja na masową skalę niesie ze sobą pewne ryzyko. 180 milionów ludzi w USA każdego roku uczestniczy w jakiś sportach, przynajmniej od czasu do czasu. Łączny czas poświęcany na sport jest prawdopodobnie dużo niższy niż łączny czas interakcji z psami. Jednakże ER (izby przyjęć – pomoc doraźna) leczą co roku 13 razy więcej kontuzji, wypadków związanych ze sportem, niż z psami. W tak dużej skali można uznać kapcie, używane w sypialni za zagrożenie dla zdrowia publicznego (zgodnie z danymi przedstawionymi na rysunku 4). Zagrożenie ze strony psów jest mniejsze niż ze strony kapci.

Rysunek 4: Zranienia związane z obuwiem

(źródło danych: Royal Society for Prevention of Accidents, Home and Leisure Accident Surveillance System, Annual Report 2000-2002)*

Bardziej wiarygodnym źródłem danych dotyczących pogryzień od wspomnianego raportu, od którego zaczęła się cała medialna nagonka, jest roczne zestawienie wypadków leczonych w izbach przyjęć (emergency room). Wypadki związane z psami klasyfikują się w dole skali 340 784 przypadków rocznie.

Rysunek 5: Wypadki leczone w ER (izbach przyjęć)

(źródło danych: Center for disease Control and Prevention, Web-based Injury Statistics Query and Reporting Systems (WISGARS)*

Z tej ogólnej liczby pogryzień 92,4% uzyskuje wartość według ISS (Injury Severiy Score – skala pomiaru dotkliwości zranień) – 0 (zero – brak uszczerbku na zdrowiu), 7,5% ISS – 1, 0,076% ISS 2+ (klasyfikacja ta oznacza: 1-3: „mały uszczerbek na zdrowiu”, 4-7 – „umiarkowany”, 8-15: „poważny”, 16 i powyżej – „bardzo poważny do krytycznego” (patrz rysunek 6)

Rysunek 6: Dotkliwość psich pogryzień

(źródło danych: Sacks 1996, WISQARS 2000-2002, Weiss 1998)

Według danych zebranych z ER, psie ugryzienia ogólnie są mało poważne w stosunku do jakiejkolwiek innej klasy wypadków, skutkujących koniecznością wizyty w ER. Przeciętne psie ugryzienie uzyskuje 1 w klasyfikacji dotkliwości skutków zdrowotnych danego wydarzenia (1 – oznacza, iż osoba wraca do zdrowia szybko bez trwałych uszczerbków, 6 oznacza śmierć).

W innej perspektywie: leczenie w ER dla zdarzeń związanych z upadkami klasyfikuje się w granicach 4 według tej skali, co oznacza, że pełne wyzdrowienie zajmuje tygodnie, do miesięcy lub skutkuje trwałymi uszczerbkami na zdrowiu (porównanie dotkliwości wypadków pomiędzy upadkami a pogryzieniami zostało dokonane na podstawie badań przeprowadzonych w Pennsylvania Department of Health w latach 1994-1995, do badan użyto tych samych metod pomiaru, dane były gromadzone i przetwarzane w taki sam sposób i pokrywały wszystkie przypadki z wizyt w ER, a nie tylko próbki).

Liczba psich pogryzień (według rocznego badania w National Center for Injury Prevention and Control) wynosi 12-15 zagryzień i 368 tys. wizyt w ER (liczba zbliżona do podawanej wcześniej liczby 340 748 z innego źródła). Niektóre publikacje porównują ją z liczbą 17 przypadków śmierci i 205 tysięcy wizyt w ER, związanych z wypadkami spowodowanymi przez używanie wyposażenia placów zabaw. W takim porównaniu zapomina się, iż liczba rocznych psich pogryzień dotyczy całej populacji ludzi (od najmłodszych do najstarszych), tymczasem liczba wypadków na placach zabaw dotyczy tylko dzieci poniżej 14 roku życia, stanowiących 21 procent całej populacji. Dodatkowo prawie połowa wypadków związanych z placami zabaw (45 procent) to obrażenia poważne – obrażenia wewnętrzne, wstrząsy mózgu, przemieszczenia, złamania i amputacje kończyn. Więcej niż 3% wypadków związanych z placami zabaw wymaga hospitalizacji. Tymczasem liczba przypadków pogryzień, które kończą się hospitalizacją sięga od 1 do 1,6 % wszystkich przypadków pogryzień zgłoszonych z ER.

Według danych z „US Consumer Product Safety Comission: NEISS data for 2003” większa liczba wizyt w ER w porównaniu do pogryzień psów, wynika z użycia: drzwi (około 400 tys.), lóżek (około 500 tys.), stołów i krzeseł (około 620 tys.).

Analiza dotkliwości psich pogryzień pozwala wyjaśnić fenomen, dlaczego dzieci, które zostały pogryzione przez psy, nie boją się psów bardziej, niż dzieci, które nie były pogryzione. W końcu dzieci te również lubią rowery, mimo, iż prawdopodobnie chociaż raz w życiu z nich spadły.

Te pogryzienia, które skutkują koniecznością hospitalizacji, kosztują podatników mniej niż, na przykład upadki:

ISS dla pogryzień -1,5, dla upadków ponad 6,

liczba dni spędzonych w szpitalu: dla pogryzień 3,5 dnia, dla upadków 7,5 dnia,

koszt leczenia, pogryzienia: 7 tys. dolarów, upadki 13 tysięcy.

(źródło danych: “Pennsylvania Department of Health, Injury Profiles monographs, 1994 i 1995”)

Psy nie są też najbardziej niebezpiecznymi udomowionymi zwierzętami, znacznie więcej wypadków związanych z końmi wymaga wizyt w ER (około 11 tys. na każde milion zwierząt, psy: ponad 5 tysięcy na milion zwierząt), zaś więcej wypadków śmiertelnych związanych jest z bydłem, niż z psami.

Źródła strachu

Skąd się bierze wobec tego zbiorowa histeria związana z psimi pogryzieniami? Naukowcy badający zagadnienie strachu określili kilka zjawisk, które powodują, iż strach wydaje się większy, niż w rzeczywistości:

  • „Nie pisałem się na to” – ludzie widzą zagrożenia, którym ulegają bez ich zgody na uczestnictwo w potencjalnie groźnym wydarzeniu za groźniejsze od zagrożeń, na które byli eksponowani świadomie za ich zgodą
  • „Nie mogę tego kontrolować” – bardzo niewielu ludzi wie cokolwiek o psach i w związku z tym psia agresja wydaje się im nieprzewidywalna i niesprowokowana
  • „To niesprawiedliwe” – działania psów rozpatrywane są w kategoriach etycznych, podczas gdy psy nie potrafią działać w takim aspekcie (nie odróżniają dobra od zła).
  • „To nigdy mi się nie przydarzyło” – czynnik nieznany kontra czynnik znany, ludzie się boją czegoś, co im się nigdy nie przydarzyło bardziej, niż tego, z czym się już spotkali (pogryzienie przez psa kontra wybity palec).
  • „Wszyscy o tym mówią” – strach, o którym wszyscy dookoła mówią jest znacznie przesadzony w stosunku do rzeczywistego zagrożenia. W 2001 roku w San Francisco doszło do śmiertelnego pogryzienia przez psa – pierwszego w tym rejonie od czasu, kiedy zaczęto w ogóle rejestrować takie dane. Gazety, telewizja podchwyciły temat, krótki przegląd wydawanych wtedy pozycji daje liczbę 200 artykułów na ten temat, które ukazały się w przeciągu miesiąca od zdarzenia. W ciągu następnych 2 lat liczba artykułów wzrosła jeszcze o 150. Dla przykładu: w tym okresie przyjaciel autorki, który spacerował przez Golden Gate Park w San Francisco prowadząc na smyczy nieśmiałego owczarka niemieckiego był zaczepiany przez przechodniów z dziećmi, którzy chwytali za kije i machali mu nimi przed twarzą (dopisek autora: w Polsce właściciele psów podobnych do rasy, która miała szczęście ‘zaistnieć’ w mediach doświadczali i doświadczają podobnych przykrych, nieprzyjemnych, a czasami niebezpiecznych zdarzeń).
  • „Dzieci w niebezpieczeństwie! Dzieci w niebezpieczeństwie” – ryzyko dla przyszłych pokoleń przeraża bardziej niż ryzyko dla nas samych. Choć dorośli są częściej gryzieni niż dzieci, to dzieci są narażone na bardziej dotkliwe pogryzienia (ze względu na swój rozmiar): w głowę i górną część tułowia, dorośli – ręce, ramiona i nogi.

Ostatnim elementem, który ma znaczenie, jest fakt, iż ewolucyjnie łatwo uczymy się strachu przed wężami, pająkami i dużymi drapieżnikami, takimi jak wilki. W przeszłości szybkie warunkowanie się strachu było elementem strategii przetrwania. Mózg ludzki nadal działa w taki sposób.

Barry Glassner, profesor socjologii z Uniwersytetu Południowej Kalifornii w książce „Culture of Fear” („Kultura strachu”) opisuje siłę oddziaływania w dzisiejszym życiu kompilacji groteskowego wyolbrzymiania zdarzeń przez media wraz z nadinterpretacją siły niebezpieczeństwa.

Opisywane zdarzenie z 2001 roku w San Francisco miało znamiona dokładnie takiego wydarzenia:

Diana Whipple została pogryziona śmiertelnie przez psa.

W ciągu następnych tygodni w prasie pojawiały się artykuły takie, jak:

  • cane corso sąsiada podbiegł do kobiety i ugryzł ja w ramię – „Wiedziałam, że umrę”;
  • wokół szkoły biegał pit, który podszczypywał dzieci, został zastrzelony przez policję;
  • kobieta rozdzielając walczące psy: swojego Akitę i pit bulla została ugryziona w ramię (w ER dostała antybiotyk i opatrunek), żaden z psów nie został poważnie ranny w czasie walki, policjant który przybył na miejsce wypadku po zakończeniu walki, strzelił do pita 16 razy, ponieważ „czuł, iż za chwilę zostanie zaatakowany”, jego kolega strzelił do martwego psa jeszcze 14 razy.

Miesiąc po zagryzieniu w San Francisco, w okolicy Richmond (15 mil poza miastem) 10-letni chłopiec jeżdżący na rowerze został poważnie pogryziony przez 2 lub 3 biegające luzem psy – w prasie pojawiły się artykuły o „fali ataków”.

22 miesiące po śmiertelnym pogryzieniu lokalne media dostały następny przypadek do opisywania. Mały chłopiec został pogryziony przez psa, tracąc sporą część ucha i spędził 36 godzin w szpitalu w wyniku tego zdarzenia. W gazetach opisywane zdarzenie różniło się bardzo w szczegółach:

Najpierw chłopiec miał 4; potem 3 lata.

Mieszkał w Fremont; potem w Milpitas.

Szedł do domu z parku, gdzie został pogryziony; następnie był niesiony przez ciotkę (matkę).

Ciotka (matka) została zaatakowana przez psa, ale nie doznała żadnych, nawet najmniejszych obrażeń, a dziecko zostało ‘wydarte’ z jej ramion przez psa.

Właścicielem psa był chłopiec; potem sąsiad; następnie uprzednio skazany sprzedawca narkotyków.

Pies był pit bul-em (bardzo szeroka kategoria psów, nie istnieje jednoznaczne jej określenie) a potem amerykańskim bulterierem (taka rasa nie istnieje) – chyba chodziło bardziej o użycie słowa „bull”, niż słowa „amerykański”.

Pies był nazwany Cain lub Kain.

„Najciekawszym” elementem całego zdarzenie był opis całego wypadku przedstawiony przez oficera policji, który nie widział samego zdarzenia. Oficer ten stwierdził, dość nieporadnie zaprzeczając prawom geometrii i psiej anatomii, iż „pies miał głowę chłopca zaciśnięta w swoich szczękach”.

Przeciętny dzień w USA kończy się śmiercią 117 ludzi w wypadkach samochodowych, jednakże w dniu, w którym mały chłopiec został pogryziony przez Kaina tylko 5 wypadków przyciągnęło uwagę mediów. Nietypowe zdarzenie są idealną pożywką dla irracjonalnego strachu. W mediach widać ogromną dysproporcję pomiędzy uwagą poświęcaną tego tupu wydarzeniom (pogryzieniom przez psy) a zdarzeniom, w wyniku których obrażenia lub śmierć ponosi znacznie więcej ludzi.

Rzeczywistość jest zgoła odmienna od tej, opisywanej w mediach:

Psy prawie nigdy nie zagryzają ludzi, nie gryzą bardzo często, a jeśli gryzą, rzadko powodują obrażenia, a jeśli to robią, to te obrażenia rzadko są poważne.

Dlaczego tak sie dzieje?

Dlaczego psy nie krzywdzą często ludzi?

Odpowiedź na to pytanie leży w przeszłości, w tym co naukowcy odkryli na temat ewolucji psów, przebiegu procesu udomowienia wilków. Wilki jako dzikie stworzenia odczuwają duży strach przed ludźmi, ich tzw. dystans ucieczki jest znacznie większy niż psów. Psy ewolucyjnie ukształtowały się podobnie do gołębi – odkryły nową niszę ewolucyjną, ludzkie stałe siedziby i nauczyły się egzystować bliżej ludzi. Oznaczało to więcej jedzenia i większą ochronę przed innymi drapieżnikami (szersze spojrzenie na to zagadnienie można znaleźć w książkach angielskiego biologa Raya Coppingera). Protoplaści psów przypominali obecne gołębie – można je karmić, ale niekoniecznie przytulać, głaskać czy trenować. Psy zaczęły żyć z odpadków, które produkowały ludzkie siedziby. Taki był początek udomowienia psów. Proces ten miał swoje odzwierciedlenie w zmianach w genotypie. Szczenięta są genetycznie przyjazne wobec ludzi i genetycznie trenowalne, podczas gdy potomstwo oswojonego wilka nadal będzie dzikie. Psy nie są wilkami i nie zachowują się jak wilki, choć od nich pochodzą. Nie boją się też zazwyczaj ludzi, dlatego nie powinno używać sie strachu w psim treningu (nieważne jak go nazwiemy: „dominacja” czy „szacunek”). Działania prowadzące do tego, iż psy zaczynają się bać ludzi są błędne, ponieważ drapieżniki mówią ‘ojoj’ za pomocą swoich zębów. Oczywiście psy gryzą ludzi, zadziwiające jest jednak to, iż czynią to tak rzadko.

Dimitri Biełajew w XX wieku przeprowadził 40 letni eksperyment na syberyjskiej farmie srebrnych lisów. Starał się hodować lisy ze względu tylko i wyłącznie na przyjazność wobec ludzi, czyli krzyżował ze sobą osobniki z mniejszym dystansem ucieczki wobec ludzi, mniej reaktywne. Po pewnym czasie otrzymał listy przyjazne wobec ludzi, które swoim wyglądem i zachowaniem zaczęły przypominać psy (wyglądały podobnie do współczesnych Border Collie): chętnie zbliżały się do ludzi, tuliły się do nich, lizały ludzkie twarze i współzawodniczyły ze sobą o ludzką uwagę. Taka drastyczna zmiana w zachowaniu pociągnęła ze sobą równie wielką zmianę w neurochemii mózgu. Domyślna odpowiedź na bodźce w postaci ich unikania zwana jest neofobią i jest w świecie przyrody bardzo przydatną cechą, powstrzymuje na przykład lisy od prób zaprzyjaźnienia się z pierwszym napotkanym niedźwiedziem. Neofobia kształtuje się w okresie rozwoju – dorosłe osobniki ją mają, noworodki i młode osobniki – nie. Młody osobnik najczęściej zbliża się do nowych rzeczy, a nie ich unika (co nie znaczy, że nie można go nie przestraszyć). Okno, w którym pojawia się neofobia jest u psów znacznie szersze, niż u wilków, w tym okresie pies przyzwyczaja się do życia w ludzkim środowisku i ten proces nazywa się socjalizacją. Obejmuje on wszystko: od listonosza do weterynarza, od kobiety noszącej duże kapelusze do nastolatka na deskorolce, od szczotek do śmieciarek, od niemowlaków do starszych ludzi, itd.

W ten sposób kształtowały się psy, poszczególne rasy zaczęły powstawać w wyniku selekcji osobników o zbliżonych cechach charakteru i zachowania zgodnym z celem hodowcy.

Parę słów o neurochemii mózgu: kortykosterydy wywołują i sterują emocją strachu. Ich poziom u oswojonych lisów jest o 75 % niższy od populacji wyjściowej. Serotonina jest substancją chemiczną dobrego samopoczucia, oswojone lisy mają znacząco podwyższony poziom tego neuroprzekaźnika. Gospodarka neuroprzekaźnikowa psów jest inna niż wilków i jest wynikiem procesu udomowienia oraz później selektywnej hodowli, prowadzącej do powstania ras. Oczywiście psy są czasami usypiane z powodu agresji, jednakże nie tak często, jak z powodu innych kulturalnych różnic z ludzkim światem, jak nieszczęście bycia adoptowanym przez ludzi, którzy nie umieli nauczyć psa czystości.

Problem konkursów piękności – wystawy

Eksperyment Biełajewa dostarczył wyjaśnienia, iż hodowla selektywna skierowana na jedną tylko cechę, powoduje też zmianę innych cech (wyglądu). Dawni hodowcy kształtując daną rasę kierowali się przede wszystkim cechami użytkowymi, taka hodowla pociągała za sobą zmianę wyglądu. Obecnie sytuacja jest inna. Zwyczajowym sposobem nabycia szczeniaka jest kupno ich u rodowodowego hodowcy (przypomnienie autora: USA, rozmnażanie nadmiernie agresywnych psów to jedna strona medalu, sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana – spora część szczeniąt pochodzi z psich farm, w których szczeniaki nie otrzymują właściwej socjalizacji i sprzedawane są potem w sklepach zoologicznych, trzymane cały czas w klatkach, gdzie z powodu zaniedbań kształtuje się olbrzymia liczba problemów behawioralnych). Psy rodowodowe są hodowane przede wszystkim ze względu na ich wygląd. Hodowcy twierdzą oczywiście, że hodują psy ze względu na „temperament”, jednakże jeszcze nie spotkałam (Janis Bradley) tak postępującego hodowcy, który wykluczyłby z hodowli psa z sukcesami ringowymi tylko dlatego, że był agresywny, chyba że nie udałoby się go wytrenować choć na tyle, aby nie gryzł sędziego.

Reguły Markiza Queensberry

Obecnie, tak samo jak dawniej, psy, które ranią ludzi są z reguły zabijane, dlatego ogólny trend hodowlany, aby rozmnażać zwierzęta, które nie są bardzo agresywne jest kontynuowany poprzez wieki. Istnieją oczywiście wyjątki od tej reguły.

Bardzo popularne jest obecnie przenoszenie winy na określone części społeczeństwa, jako rozmyślnie hodujące niebezpieczne psy (wykorzystywane w psich walkach). Warto zastanowić się, czy taki proces rzeczywiście ma miejsce. Psy hodowane do walk są dobierane według kilku cech: wysoką odporność na ból, niereagowanie na sygnały przerywające walkę (tzw. Cutoff-y) wysyłane przez stronę przeciwną (rolowanie się, eksponowanie genitaliów, aktywna poddańczość – lizanie fafli, etc.), odpowiednią siłę i zawziętość. Ludzie jednak w komunikacji z psami nie używają tych sygnałów, pies, który nie rozumie sygnałów uspokajających ze strony innych psów jest zazwyczaj zupełnie normalnie zachowującym się psem w relacjach z ludźmi. Dodatkowo genetyczne korzenie umiejętności komunikacji niekończącej się rozlewem krwi są tak silne, że aby utrzymać linię ‘walczącą’ trzeba cały czas usuwać z puli genetycznej psy rozumiejące mowę ciała innych psów (jest to zrozumiały trend, drapieżniki w naturze musiały wykształcić sposób komunikacji ze sobą, który umożliwiał rozwiązanie sporu bez rozlewu krwi i poważnych obrażeń, inaczej taki gatunek szybko by wyginął).

(przypomnienie autora: agresja nie jest zachowaniem, którego źródła tkwią tylko w genach, na każde zachowanie wpływa proces socjalizacji oraz historia zwierzęcia, zachowanie jest zawsze wypadkową tych 3 procesów).

Innym spotykanym w hodowli psów procesem jest hodowla osobników pod kątem prezentowanej neofobii. Istnieje wiele ras, które są „powściągliwe”, „szczególnie lojalne wobec właściciela”, co w praktyce oznacza preferowanie osobników z podwyższoną neofobią. Właściciele często nabywają psy ze względu na „ochronę” swojej rodziny i dóbr. Problemem jest jednak to, że taki pies nie odróżni złodzieja od Wspaniałej Ciotki Suzie, która właśnie przyjechała w odwiedziny. Podejrzliwość wobec obcych jest zgeneralizowana cechą, a nie specjalistyczną. Taki proces zachodził i zachodzi w społeczeństwie i dopóki nie ulegnie to zmianie, zawsze będą się rodzić psy potencjalnie agresywne z końca skali agresji.

Agresja, dużo hałasu, warczenia, chwytania zębami, mało gryzienia

Często twierdzi się, że pies, który choć raz w życiu zachował się agresywnie, będzie zawsze zagrożeniem.

Według kanadyjskich badań dr Norma Guy z Atlantic Veterinary College (3.226 psów) 41% badanych psów wykazała kiedykolwiek agresję wobec człowieka (warczenie, chwytanie zębami). Z pewnością ta liczba jest znacznie większa, badanie to było ograniczone do członków rodzin i osób, które pies znał dobrze (choć z drugiej trony takie pogryzienia stanowią 75% wszystkich pogryzień).

Agresja wobec znanych psu osób to z reguły agresja typu „zostaw moje rzeczy”, „nie dotykaj mnie tu”, „nie ograniczaj mojego ruchu”. Agresja wobec obcych jest zazwyczaj wyrazem neofobii. Obydwa typy agresji rzadko się łączą. Według innych badań prowadzonych w USA udało się znaleźć bardzo słabą korelację pomiędzy grupą psów agresywnych wobec obcych, a agresywnych wobec osób psu znanych.

Te wyniki są zgodne z badaniami dotyczącymi agresji, które prowadzono nad różnymi gatunkami przez ostatnie 4 czy 5 dziesięcioleci. Z badań tych wynika, że częstotliwość, intensywność różnych rodzajów agresji: defensywnej, związanej z irytacją, współzawodnictwem, instynktem drapieżcy, etc. jest związana z różnymi neurochemicznymi, socjalnymi, środowiskowymi i kontekstowymi czynnikami. Rzeczy, które wpływają na zmniejszenie jednego rodzaju agresji, często nie mają żadnego wpływu na inne rodzaje agresji, a nawet mogą powodować ich zwiększenie.

Co więcej, badacze studiując różne gatunki zwierząt próbowali wyhodować osobniki bardziej agresywne. Biolog Theo Bakker próbował to zrobić z ciernikami – nie udało się, był w stanie zmniejszyć liczbę zachowań agresywnych, ale nie był w stanie ich zwiększyć. Innymi słowy – proces naturalnej selekcji już popchnął cierniki w skali agresji tak daleko, jak to tylko było możliwe.

Jest możliwe, że naturalna i ludzka selekcja już popchnęła psy na tej drodze i zakończyła eksperyment Syberyskich Lisów w odniesieniu do psów. Możemy jeszcze popchnąć krzywą nieco w kierunku bardziej przyjacielskich zachowań, ale zawsze będzie istniał pewien zakres zachowań pomiędzy poszczególnymi członkami gatunku.

Próba wyplenienia wszystkich agresywnych zachowań psów wobec ludzi z psiej populacji jest beznadzieja. To co można studiować, to poważne pogryzienia, z nich należy próbować wyodrębnić czynniki, które zwiększają prawdopodobieństwo ich zaistnienia.

Guy i współpracownicy nie zdołał odnaleźć czynników, które odróżniają psy gryzące na poważnie, od tych, które nie czynią swoimi ugryzieniami krzywdy.

Jedynym sensownym pytaniem jest to, czy możemy dalej zredukować już małą populację psów, które gryzą mocno, jeśli są w stanie emocjonalnym pozwalającym na takie działanie? To może być zrobione przez selektywną hodowlę, zmianę zasad opieki i treningu psów lub poprzez oba procesy.

Zadawanie niewłaściwych pytań i udzielanie niewłaściwych odpowiedzi.

Podstawowym problemem studiowania zagadnień pogryzień psów jest obecnie to, iż próbują one znaleźć rasy odpowiedzialne za pogryzienia bardziej od innych. Wszystko to ma związek z BSL (Breed Specific Legislation).

Taką próbę podjęli badacze w Denver w 1991 roku. Tyle tylko, że próba ta napotkała na poważne problemy: jak zidentyfikować rasę psa? Po pierwsze ludzie nie będący specjalistami mylą rasy, po drugie psy rasowe stanowią tylko 29 procent ogółu psów, pozostałe to mieszańce. Jak rozwiązali problem badacze z Denver: wyodrębnili rasę ‘dominującą’? Jak? Na podstawie wyglądu i swojej oceny przeprowadzonej po wywiadzie z właścicielem psa. W wynikach ich badań nie znalazły się pit bule, ponieważ ich posiadanie od 1989 roku jest w Denver zakazane i nikt nie identyfikowałby posiadanego przez siebie psa jako pit bula. W ten sposób w badaniach z Denver dominowały owczarki niemieckie (ON) i chow-chowy. Z danych tych wyszło, iż ogólna liczba ON-ów musi dorównywać liczbie labradorów w Denver. Co jest dziwne, ponieważ liczba rasowych labradorów przewyższa liczbę rasowych ON-ów 3 krotnie. Ostatecznie nie znaleziono statystycznej korelacji pomiędzy liczbą chow-chowów i pogryzieniami dzieci. Jednakże pomimo słabości metodologii oraz wyników statystycznych badacze zakończyli raport konkluzją – radą dla weterynarzy, aby odradzać rodzinom z dziećmi kupowanie chow-chowa czy owczarka niemieckiego. Nie zarekomendowali zbanowania następnej rasy. To pozostawili komu innemu (politykom) (przypomnienie autora: po eliminacji pit buli, chow-chow-ów i owczarków niemieckich przyszłaby z pewnością pora na inne rasy na podstawie kolejnego badania).

Podobnie mają sie sprawy z badaniami zagryzień – abstrahując od podstawowego problemu metodologicznego – po co badać coś, co jest statystycznie tak rzadkie, jak zagryzienie człowieka przez psa?, dane do badań – rasę psa określano również na podstawie opisów w gazetach, relacji świadków, policji i personelu organów kontroli zwierząt. Jaka była jakość tej identyfikacji można się domyślać na przykładzie przedstawionego wyżej zdarzenia walki akity z pitem, reporter opisujący zdarzenie określił Akitę jako wyglądającego jak „owczarek niemiecki”.

Dodatkowo badacze Ci określili, iż 67% zagryzień w 2 letnim okresie stanowiły pit bule i rottweilery. Do tych wniosków doszli traktując dane w wybiórczy sposób. Podstawowe zasady statystyki karzą bardzo ostrożnie podchodzić do procentów, które są wyższe od zebranych danych (tutaj 16 przypadków stało się wartością 67%). Okres 2 letni również został wybrany celowo, choć w przypadkach tak niewielkich liczności należy zliczać dane z dekad, nie z poszczególnych lat. Jednocześnie badacze te stwierdzili, iż nie jest możliwe, aby pity i rotki stanowiły 60% populacji psów w USA. Jest to dana, którą można traktować tylko jako opinię. Dla przykładu tylko w 2003 roku w schroniskach Nowego Jorku 6,5 tys. psów zostało zidentyfikowanych jako pity w porównaniu do 1 600 szczeniąt rasy amstaff zarejestrowanych w AKC w całym kraju w tym samym roku (0,002 procenta wszystkich zarejestrowanych szczeniąt w AKC). 35-50 % psów przechodzących przez schroniska jest identyfikowanych jako pity (bez wliczania w to rottweilerów). Można więc przypuszczać, że tak opisywane psy (pity) stanowią sporą część całej populacji psów (ale to też pozostanie tylko opinią – nie zawartą jako wynik badania naukowego).

Badania te są marnej jakości, niestety to one zostały opublikowane (w porównaniu do danych z ER) i doprowadziły do powstania marnej jakości praw, które z kolei miały tragiczne skutki dla wielu psów zabitych zgodnie z ich paragrafami oraz dla ludzi, którzy te psy kochali.

Skomplikowany problem -> proste rozwiązanie (prawa dotyczące psich pogryzień)

Niestety obecne rozwiązania prawne w żadne sposób nie przyczyniają się do zmniejszenia liczby pogryzień, skutkujących obrażeniami zdrowotnymi. Istnieją 2 główne kierunki uchwalania takich praw: pierwsze oparte na morfologii, drugie na świadectwie agresywnego zachowania.

Pierwsze rozwiązanie jest najbardziej niebezpiecznym:

  • dowody przypisujące zagryzienia i pogryzienia określonym rasom psów są beznadziejnie błędne
  • psa o wyglądzie określonym w prawie można uzyskać krzyżując wiele różnych ras
  • nikt nie udowodnił, ani nawet nie zbliżył się do powiązania specyficznych genów z określonymi behawioralnych tendencjami
  • (przypomnienie autora: obecnie naukowcy nie widząc przodków psa, którego próbkę DNA badają, nie są w stanie zidentyfikować ras, z których pochodził).

Przykłady takich rozwiązań prawnych:

Denver:

„jakikolwiek pies, który jest Amerykańskim Pit Bull Terrierem, Amerykańskim Staffordshire Terrierem, Staffordshire Bull Terrierem lub jakikolwiek pies, wykazujący cechy fizyczne jednego lub wielu wymienionych wyżej ras, lub jakikolwiek pies wykazujący te wyróżniające cechy, które znacząco odpowiadają standardom AKC lub UKC dla którejkolwiek z powyższych ras.”

AKC wymienia 59 fizycznych cech dla rasy amstaff. Autorka przypuszcza, że chodzi o fizyczne cechy, a nie psychiczne, takie jak „pewność siebie, animusz”, „chęć zadowalania”, „miłość do dzieci”. Gdyby autorzy formułujący prawo mieli na myśli cechy psychiczne, to eliminacja psów o takich cechach byłaby groteskowa. 30 cech fizycznych wymienionych dla rasy amstaff można znaleźć w różnych rasach psów: od dalmatyńczyka, poprzez labradora, boston teriera na dobermanach skończywszy. Co znaczy ta część zakazu tego nikt nie wie. W tę sieć może się złapać każdy.

Drugie rozwiązanie jest równie niedobre. Jako „niebezpieczny” oznaczany jest każdy pies, który na przykład:

„zbliżał się w niebezpieczny lub terroryzujący sposób” lub „w groźny sposób”, lub posiada „określoną możliwość, zwyczaj lub skłonność do ataku”. Niektóre rozwiązania prawne określają jedynie „zagrożenie” dla człowieka w pewien sposób, zostawiając otwartą furtkę dla narzekań kogokolwiek, kto poczuł się zagrożony.

W Kalifornii prawo definiuje jako „niebezpieczny” psa, który „angażował się w jakiekolwiek zachowanie, które wymagało obronnej reakcji przez jakąkolwiek osobę, w celu uniknięcia zranienia”. Dla przykładu pies, który biega wzdłuż ulicy powodując zmianę ruchu pojazdu (ominięcie psa) spełnia tę definicję. Pamiętając, iż prawie każdy pies w życiu choć raz szczekał lub warczał na kogoś, oznacza to, iż każdy pies może być uznany za niebezpiecznego.

Przekraczając granice stanu i hrabstwa pies może stać się niebezpieczny. Prawo to nie jest jednolite.

Jest możliwe, aby prawo identyfikował psy, które stanowią znaczące zagrożenie dla człowieka. Takie prawo powinno zawierać jasną definicję prowokacji ataku (jak Nowy Jork), musiałoby zawierać wymaganie, że pies musi kogoś skrzywdzić, musiałaby też zawierać jasną definicję poważnego zranienia. Takie prawo niestety nie istnieje.

Jeszcze gorszy szkielet kryje się w szafie zwanej pozwami prawnymi.

Firmy ubezpieczeniowe a prawo dotyczące „niebezpiecznych” psów

Dotychczas domowe polisy ubezpieczeniowe dotyczyły również ewentualnych szkód, które mógłby odnieść odwiedzający dom – poślizgnąć się, wywrócić, zderzyć z przedmiotem, etc. Polisy te obejmowały również pogryzienia przez psy.

Przeciętna wysokość odszkodowania za pogryzienie wynosi 16,600 USD i jest najniższa ze wszystkich innych rodzajów odszkodowań. Przeciętna wysokość odszkodowania za szkody od wypadków samochodowych do upadku na śliską podłogę wynosi około 38,000 USD.

Przemysł ubezpieczeniowy podaje dane dotyczące łącznej wysokości odszkodowań za pogryzienia przez psy: 321,6 miliona USD w 2004 roku, 24 miliony mniej niż w 2003 roku. Twierdzi on również, iż pomiędzy 1995 a 2002 rokiem nastąpił 38 procentowy wzrost w wartości roszczeń 9w 2003 roku 20,813 USD na 1 roszczenie, 4-5 % wzrost rocznie.

Dane te opierają się niestety na szacunkach i dobrowolności – zbieranie danych przez Insurance Information Institute jest przypadkowe, firmy ubezpieczeniowe dostarczają dobrowolnie raporty zawierające szacunkowe kwoty płacone za poszczególne kategorie roszczeń (bez standaryzacji). Po tak zbieranych danych trudno oczekiwać dokładności i obiektywności.

Jeśli założyć, że dane te są prawdziwe, nadal nie uzasadnia to ogromnych restrykcji, z którymi spotykają się właściciele psów, którym odmawia się ubezpieczenia mieszkania, jeśli posiadają określone psy, czym zmusza się ich do zmiany miejsca prowadzenia biznesu, zamieszkania, jeśli nie chcę wysłać swoich pupilów na śmierć. Szkody płacone za pogryzienia sięgają góra 1 % ogólnej wartości szkód, wypłaconych z polis ubezpieczeń domu. Największą częścią są wypłaty za szkody związane z katastrofami: pożary, powodzie, trzęsienia ziemi, etc. Skąd więc taka polityka firm ubezpieczeniowych? Przynajmniej w jednym stanie próbowano wprowadzić wymóg prawny dla właścicieli psów posiadania ubezpieczenia na wypadek szkód, wyrządzonych przez pogryzienia. Nowy produkt jest rzadki i wart spróbowania. Potencjalny rynek to 30-40 milionów klientów. Sięga on dalej niż rynek ubezpieczeń domowych, ponieważ obejmuje swoim zasięgiem również osoby wynajmujące mieszkania. Co ciekawe, choć samochody powodują nieporównywalnie więcej szkód, niż psy, nikt nie odmawia ubezpieczenia samochodu.

Standardy spraw cywilnych dotyczących pogryzień przez psy są strasznym bagnem. Krótkie poszukiwanie w Internecie daje setki ogłoszeń w stylu „Twoje obrażenia mogą być więcej warte, niż myślisz”.

Korzyści z posiadania psa

Kilka korzyści płynących z posiadania psa, które były badane przez naukowców

Psy są dobre dla dzieci

Ostatnie w Szwecji w dużym badaniu dotyczącym alergii wśród dzieci wykazało znacząco niższy odsetek alergii wśród dzieci, które w ciągu pierwszego roku życia mieszkały razem z psem lub kotem, a najlepiej oboma.

Weź aspirynę, jedz mniej tłuszczy i kup sobie psa

Kilka dużych badań dokumentuje korelację pomiędzy posiadaniem zwierząt domowych a zmniejszonym ryzykiem chorób układu krążenia. Co ciekawe nie udowodniono, iż te korzyści wynikają z większej ilości codziennego ruchu. Podobna relacja dotyczy mniejszej ilości zwyczajowych narzekań na zdrowie: bólów pleców, głowy, grypy u ludzi, którzy adoptowali psa lub kota.

Wzbogacanie życia socjalnego

Jeśli masz psa, Twoje życie socjalne ulega wzbogaceniu, ludzie spacerujący z psami mają więcej konwersacji na spacerach i trwają one dłużej w porównaniu do ludzi, którzy spacerują samotnie lub z dziećmi.

Czujesz się zestresowany? Pogłaskaj psa

Głaskanie psa zmniejsza poziom ciśnienie krwi, zwiększa poziom serotoniny (zwiększanie poziomu tego neuroprzekaźnika jest celem działania nowoczesnych antydepresantów i leków przeciwlękowych), zmniejsza poziom kortyzolu (związek ten jest kojarzony z reakcją organizmu na walkę lub ucieczkę).

Zniechęcanie do posiadania psa, niezależnie czy odbywa się za pomocą strachu przed pozwami, strachu przed utratą ochrony ze strony wszystkich form ubezpieczeń, czy też przez czynienie z właścicieli całych grup psów kryminalistów, może mieć publiczne konsekwencje zdrowotne, które będą kosztować dużo więcej, niż jakiekolwiek koszty „epidemii pogryzień przez psy”.

Kilka prostych strategii do zmniejszenia liczby pogryzień

Nauka dzieci właściwych zachowań wobec psów.

zadziwiające jest to, iż uczymy dzieci, jak zachowywać się w czasie pływania, na basenie, nad jeziorem, a nie uczymy zachowań wobec psów, które nie muszą być trudne i skomplikowane: nie przeszkadzać śpiącemu psu, kiedy zbliża się obcy pies nie zachowywać się jak królik, ale raczej jak drzewo.

Lepsza hodowla

Czynienie psów bezpieczniejszymi – możemy hodować psy z większymi średnimi progami wyzwalaczy agresji, niezależnie od jej typu: defensywnej, współzawodnictwa, terytorialnej, neofobicznej czy nawet matczynej lub wywoływanej przez ból. Z pewnością nie możemy uczynić psów zwierzętami w ogóle pozbawionymi agresji, tzn niezdolnymi do samoobrony. To jest skomplikowane zadanie, ale może mieć proste początki, jak sterylizacja wszystkich psów, które ugryzły ludzi.

Lepszy trening

Czynienie psów bezpieczniejszymi – lepszy trening oznacza zrozumienie znaczenia procesu socjalizacji oraz nauki hamowania gryzienia.

Ksiązka Janis Bradley opisuje sytuację w USA.

Jak problem wygląda w Polsce?

Nie posiadamy danych statystycznych dotyczących pogryzień tak dokładnych jak te pochodzące z ER. W Polsce jest około 8 miliona psów, czyli 1 pies wypada na 4,75 osoby – liczności porównywalne do amerykańskich. Mamy psy, które nie są oddzielną gałęzią genetyczną w porównaniu do psów amerykańskich. Są takie same. Mamy takie same media, które rozdmuchują każde pogryzienie ras ‘groźnych’, mamy tak samo niedouczonych polityków, przedstawicieli władzy czy nawet organizacji zajmujących się psami. Mamy beznadziejną ustawę o ochronie zwierząt z częścią dotycząca ras psów niebezpiecznych, która karze posiadaczy wszystkich rasowych psów, niezależnie od ich zachowania, mamy pomysły dopisania takiej czy innej rasy na listę, choć ustawa nie reguluje sprawy mieszańców, mamy problem pseudohodowli, z których pochodzi spora część problematycznych psów (to jest oczywiście moja opinia, ponieważ nie ma badań wykazujących związek pomiędzy pseudohodowlami a problemami behawioralnymi, poza tym problem agresji nie jest związany tylko z genami, ale przede wszystkim z fatalnymi warunkami życia psów, brakami socjalizacji i edukacji), mamy problem ‘dresiarstwa’, mamy problem braku edukacji – podstaw wiedzy, jak zachowywać się wobec psa, choć można je spotkać często, rzadziej niż samochody, ale jednak często. Jakie jest rozwiązanie? Politycy sypią różnymi pomysłami bez znajomości meritum problemu, które można określić jednym słowem BSL (ocenę tych praw przedstawiła doskonale Janis), co ma na celu jedynie promocję ich osób. Rady miejskie uchwalają uchwały niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt, definiując swoje pojęcia ‘niebezpiecznych psów’.

Tymczasem, jeśli chodzi o karanie za pogryzienia, to kodeks karny zawiera wystarczającą liczbę paragrafów pokrywających wszystkie możliwe sytuacje. Trzeba je stosować. Tylko aby to się stało, najpierw system prawny musiałby działać wydolnie, a media oprócz rozdmuchiwania takiego czy innego pogryzienia, powinny zacząć pisać o karach, które otrzymał właściciel takiego gryzącego psa. Niestety zamiast reformy systemu prawnego, łatwiej tworzyć kolejne prawne potwory w oparciu o domniemania nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.

Psy gryzą, bywają niebezpieczne, nie tak często jednak jak domowe kapcie czy balony.